czwartek, 28 sierpnia 2014

''Obiecujemy!'' - czyli totalnie zmieniony drugi rozdział :)

Nie mogłam spać, więc pomyślałam, że dokończę drugi rozdział i od razu go zamieszczę :) Enjoy <3
O matko, już 1:40 ;-;

============================================

- A co? Zapalniczkę ci podpierdolili?- zaśmiał się Andy, chyba już lekko wstawiony...
Stałam jak wryta patrząc się na niego. Totalnie mnie zatkało.
- Bo ja ten... Tylko ogień chciałam i... Jasna cholera, Andy?
Wypaliłam w końcu. Jak na tak późną (a raczej wczesną) porę wydawał się niewzruszony tym, że jakaś przemoczona laska puka do jego drzwi i prosi o ogień.- No tak. Znamy się? Jezu, wyglądasz potwornie, wejdź.
Czy on właśnie zaproponował żebym weszła do jego domu? Tak to właśnie zrobił, więc może zachowałabym się jak wychowany człowiek i po prostu weszła? A nie jak ta małpa w ZOO sterczę i się patrzę.
- Ty mnie nie, ale ja ciebie owszem. Jesteście genialni.
- Miło to słyszeć - uśmiechnął się. Odwzajemniłam gest i weszłam do środka.
- Co taka ślicznotka jak ty robi na dworze o czwartej nad ranem? - zapytał robiąc mi kawę.
Och, ślicznotka.  
Powiedzmy, że miałam drobny wypadek - odpowiedziałam chowając rumieńce za moją burzą włosów. Komplementy zawsze mnie peszą. A przecież powinnam być pewna siebie i jak wszystkie dziewczyny w moim wieku odpowiadać ''No wiem.''. Ale ja taka nie jestem. Oliver zawsze uważał, że to urocze...
- Wypadek? O tej godzinie?
- Niestety. Jeden kurwiarz wywalił mnie z samochodu w samym środku lasu...
- Ym...
- Mój były.
- O, jasne - zaskoczył chłopak.
- Świetna historia, prawda?
- Rzeczywiście - i znów ten piękny uśmiech. Pewnie zbajerował nim już niejedną dziewczynę.
- A ty czemu o tej godzinie na nogach, hm? - spytałam zaciekawiona. Nie ukrywajmy, że każdy by się zdziwił.
- Gramy z chłopakami w pokera.
- ''My''? Czyli, że na górze są... - I nie dokończyłam, bo przerwał mi ryk z piętra
- Andy, kurwa! Co ty tam robisz? Wracaj, bo skończymy bez ciebie! A tak w ogóle Jack Daniels się kończy, mógłbyś skoczyłbyś do sklepu, wiesz?
To CC. Musiałam się naprawdę powstrzymać, aby nie polecieć na górę jak oparzona i rzucić się im w ramiona. Oczywiście tego nie zrobiłam. I tak przy Andy'm miałam z tym problem
- Lepiej zejdźcie, bo odwiedziła nas...- przerwał i zwrócił się do mnie - Twe imię, złotko?
- Liz.
- Liz, no właśnie.
Jeden z nich chyba nie dosłyszał, bo zbiegając na dół krzyknął :
 

- Sasha Grey?!
Ashley. No tak...
- Wiesz, nie wydaje mi się - odparł Biersack stawiając przede mną kubek z wrzątkiem, bo tego nie można było nazwać kawą. Ale to urocze, że się starał.
- Co zno...ooo, a cóż to za piękność zawitała w naszych skromnych progach, hmm? - zmierzył mnie wzrokiem basista.
- No właśnie, cóż to za domek? Jest śliczny, ale po was bym się tego nie spodziewała. Powiedziałabym raczej, że macie prywatny odrzutowiec, willę z basenem i kogoś kto wiecznie zaprasza prostytutki. Tak, o tobie mówię - zwróciłam się do Ashley'a uśmiechając niewinnie.
- Uuu, zadziorna. No kociaku, zdradź mi swe imię - zachęcił basista wyraźnie zaintrygowany moją osobą. Nie ukrywam, że mi się to podobało.
- Elizabeth, słonko.
- Już jesteśmy na słonko? Będzie ciekawie... - dodał tym swoim cwaniackim, lecz jednak uwodzicielskim uśmieszkiem i puścił mi oko.
- Elizabeth. Pięknie. Panno Liz, pragnę się przedstawić. Ashley Purdy. Najwspanialszy, najprzystojniejszy, najseksowniejszy i oczywiście najskromniejszy basista Black Veil Brides. Niezmiernie miło mi Cię poznać, my lady - powiedziawszy to ucałował moją dłoń jak prawdziwy gentleman. Gdybym go nie znała, powiedziałabym, że robi to na serio, ale po panu Purdy'm raczej nie można się spodziewać takiego zachowania... Ale cóż, nie powiem, seksowny i uroczy to on był.
- Ashley, błagam, siare robisz - zaśmiał się i przewrócił oczami Andy. Dziwię się dlaczego Ashley w ogóle był mną zainteresowany. Nie jestem chodzącą pięknością. Mam ciemne włosy. Ni to loki, ni to fale, odstające dosłownie na wszystkie strony. Jestem dość niska jak na 17 lat i żadna ze mnie blondynka. O dużych cyckach nawet nie ma mowy...
- Nie wolno mi się nawet przedstawić? - udał urażonego Purdy.
- Gdybyś to zrobił po ludzku, to owszem, wolno. Tak jak to robisz, nie - odparł Biersack. Ashley już szykował się do jakiejś, sądząc po jego minie, zwalającej z nóg riposty, ale postanowiłam się w końcu odezwać :
- Chłopaki, posłuchajcie - powiedziałam na tyle głośno by zwrócili na mnie uwagę - Przyszłam się tylko spytać o drogę na Camestry Hill, tam mieszkam. Nie miałam pojęcia, że pukam właśnie do was i gdyby otworzył mi ktoś inny już dawno byłabym w domu. Czy możecie mi pomóc?
- Chyba cię, skarbie, pojebało. Wybacz, ale taka jest prawda. Ashley'a nie tak łatwo sprzątnąć ze swojej drogi - skomentował basista.
- Coś o tym wiemy... - mruknął Andy. 
- Czy ty coś sugerujesz Biersack? - zamierzali znów się pokłócić.
- Cisza! - przerwałam - Nie mogę tu dłużej zostać. Naprawdę bym chciała, ale nie mogę. Mam szkołę za cztery godziny! Poza tym muszę porozmawiać z moim chłopakiem...
- Mówiłaś, że jest były...
- Wiem co mówiłam! - ucięłam Andy'emu.
- Masz chłopaka? Raaany... - odparł zdegustowany Purdy.
- Owszem. I naprawdę muszę już iść - odparłam i skierowałam się ku drzwiom. Przekręcałam klamkę kiedy Andy zablokował mi przejście - Co ty robisz? - spytałam.
- Nie możesz iść sama.
- Właśnie, że mogę.
- Nie - wtrącił Ash - Nie znasz okolicy, domów. Jak trafisz? Przecież sama przed chwilą twierdziłaś, że nie wiesz gdzie jesteś.
Przeczesałam włosy dłonią. Były tłuste. Ohyda. Jeśli nie chcę iść tak na lekcje muszę coś szybko wymyślić.
- Dobra. Macie samochód?
- I to jaki - zawtórowali.

                                                          ***

- Jak to się zepsuł? - byłam na skraju rozpaczy - Jak to się, kurwa, zepsuł?!
Chłopcy zaprowadzili mnie do garażu. Stał tam piękny, duży samochód. Nie znam się na markach, ale ten był naprawdę niezły. Oczywiście po uzyskaniu tej jakże ożywiającej informacji natychmiast zmieniłam zdanie.
- Coś z akumulatorem. Wiedziałem, że się sypie, ale nie myślałem, że padnie tak szybko - wyjaśnił Ashley siedząc za kierownicą. Chciałam coś powiedzieć, ale tylko na niego spojrzałam i zamknęłam oczy w zrezygnowaniu. Byłam wyczerpana, nieumyta i w dodatku zrobiłam się jeszcze głodna. Fantastycznie.
- W takim razie pójdę obudzić chłopaków i wspólnie coś wymyślimy - podsumował Biersack. Okazało się, że CC, Jake i Jinxx wypili ciut za dużo i po prostu usnęli przy kartach. Na nogach została więc tylko nasza trójka, a i tak nie wiedzieliśmy co mamy dalej robić.
- Nie, nie budź ich, nie ma takiej potrzeby - zapewniłam.
- Lizzy, posłuchaj, może po prostu prześpisz się dzisiaj u nas, a rano się coś wykombinuje. Zadzwonisz do rodziców i wszystko im wyjaśnisz - zaproponował Andy. Hm, rodziców...
- No nie wiem...
Była to jednak trudna decyzja. Tak naprawdę byli dla mnie kompletnie obcy, a ja dla nich. Niby jak miałabym to wyjaśnić tacie? ''Cześć tatku, mój chłopak się zalał i wyrzucił mnie w środku lasu. Spałam u obcych ludzi, będę na obiad!''. Przez resztę życia bym z domu nie wyszła... Zostanie na noc odpada... ale czy mam jakieś inne wyjście?
- Uh... Dobrze, ale obiecajcie, że rano pomożecie mi wrócić do domu.
- Obiecujemy! - krzyknęli obaj.
Popełniałam wielki błąd...
 

3 komentarze:

  1. Jestem, czytam, będę wracać :D Podoba mi się. Życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy nowy rozdział!? Pragnę ! W końcu chodzi o chłopaków z Black veil Brides! Kochanych moich !

    OdpowiedzUsuń
  3. Płaczę, płaczę, płaczę XD Kocham, po prostu kocham to! <3 Zostaje już tu! A ty pisz kolejny :D

    OdpowiedzUsuń