czwartek, 28 sierpnia 2014

'Macie ogień?' - czyli odmieniony rozdział pierwszy.

- Naprawdę?!
- Naprawdę!
- Czyli ta pierdolona blondyneczka znalazła się koło ciebie przypadkiem, tak?! - wypaliłam Oliverowi w twarz.
- Jestem totalnie zalany, wiesz?!
- Oczywiście...
Totalnie zalany, a wsiadł za kierownicę? Jechaliśmy samochodem przez jakieś zadupie wracając z imprezy. Była 3:00 nad ranem i lało niemiłosiernie. Prowadził Oliver, mój chłopak. Chyba... Po tym co się stało zastanawiam się czy nadal nim jest. Ach tak, nie przedstawiłam się. Nazywam się Elizabeth Bright. Nie ma to jak zajebiste nazwisko, prawda? Otóż sprawa wygląda tak : Bawimy się świetnie na imprezie. Dziwki, używki, jak zwykle u Olivera... A w rogu co? I tak już wiecie, nie będę się powtarzała. Znajdujemy się w... W sumie nawet nie wiem gdzie, bo jesteśmy po prostu w ciemnej dupie. Przy takiej ulewie nie sposób cokolwiek zauważyć. Mam go dość. Olivera, rzecz jasna. On mnie jeszcze w ogóle kocha? Zaczynam wątpić...
- Skoro tak się przy mnie dusisz to wysiadaj! Ja cię tu nie trzymam!
Zamurowało mnie. Jesteśmy na jakimś wypizdopie a ten mi każe wysiadać? Po moim trupie.
- Zawiozłeś mnie to może chociaż łaskawie odwieź? Zresztą nie...zatrzymaj samochód.
- Nie.
- Powiedziałam, zatrzymaj samochód.
Cisza.
- Oliver kurwa!
- Proszę - otworzył drzwi - Wypierdalaj! Mam nadzieję, że nigdy cię już nie zobaczę.
Zawsze mi to mówi a potem z podkulonym ogonem wraca i błaga o wybaczenie. Ale nie tym razem...Fantastycznie. Nie zobaczysz.
Wysiadłam, a ten z piskiem opon odjechał i zostawił mnie. Nie wiedziałam nawet gdzie jestem, więc postanowiłam iść przed siebie. Ojciec mnie zabije jak nie zastanie mnie rano w łóżku, ale to już i tak bez znaczenia.
Błądziłam tak z dobrą godzinę, aż zobaczyłam domy i wielki napis HOLLYWOOD na horyzoncie. No to jesteśmy w domu... Teraz tylko pytanie z której strony? Była zdaje się 4:00 nad ranem, więc powietrze przeplatało się jeszcze delikatną mgiełką. Było mi zimno. Wzięłam do ręki paczkę jakichś papierosów, które znalazłam w kieszeni. Jakichś, ponieważ na pewno nie były moje. Pewnie ktoś na imprezie się ze mną 'zamienił'. Wyciągnęłam jednego i zapaliłam. A raczej chciałam, bo benzyna mi się skończyła. Myślałam, że gorzej być już nie może i dokładnie w tej samej sekundzie lunął rzęsisty deszcz. Och, czyli jednak może?
Byłam przemoczona dosłownie do suchej nitki. Świetnie, świetnie. Mój makijaż zapewne też nie prezentował się najlepiej.
Po paru minutach rozglądania się i zastanawiania w którą stronę powinnam się udać, moją uwagę przykuł śliczny, drewniany domek. Paliły się w nim światła, więc pomyślałam, że podejdę i spytam o drogę. To dość dziwne, że o tej porze ktoś jeszcze nie śpi. A może już?
Byłam tak zziębnięta, że ledwo się poruszałam, ale w końcu dotarłam jakoś do drzwi. Zapukałam. Otworzono mi, a ja spytałam :
- Macie ogień? - zapytałam patrząc się na papierosa. Nawet nie zauważyłam, że drzwi otworzył mi sam Andy Biersack.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz